Gdzieś około godziny 21.00 zaglądnęłam do "Dywizjonu". Mowa tu o siwej arabce należącej do "D". Chłopcy tak ją nazywają pomimo, że ma swoje imię całkiem ładne. A powodem tego jest numer 303, który jest paleniem za stadniny, w której się urodziła. Każdego wieczoru karmiąc naszych podopiecznych, robię także przegląd jego koni. Jakiś taki mam odruch bezwarunkowy... Są konie to trzeba o nie dbać. nie ważne czyje i jakie. Zauważyłam, że jest nieco niespokojna. Sprawdziłam więc jej stan ogólny i wymiona. No tak... Będzie dzisiaj źrebaczek, pomyślałam.... :-) Już około północy usłyszeliśmy ciche rżenie koni i stukot kopyt. Ubrałam się i zeszłam do stajni. Klacz leżała i była własnie w trakcie porodu. Poszłam po "lubego" przygotowałam światło w postaci halogenu skierowanego na przeciwległą do boksu ścianę (dzisiaj z powodu porywistych wiatrów pozbawieni zostaliśmy jednej fazy. Skutkiem tego jest brak górnych świateł w stajni), i przygotowaliśmy się do pomocy w razie gdyby..... Obudziłam też "młodego" coby się nie wyspał za dobrze i do obowiązku poczuł ;-). Źrebak okazał się klaczką, na razie gniadą lecz według dalszych perspektyw, całkiem możliwe, że będzie siwa. Troszkę nierozgarnięta, więc pomogliśmy przy pierwszym karmieniu. Całe wydarzenie uwiecznione zostało w postaci kilku fotek wykonanych telefonami komórkowymi i nagraniem filmu również za pomocą powyższego urządzenia. Jakby ktoś nie wiedział telefony służą do dzwonienia ;-)
sobota, 5 lutego 2011
piątek, 28 stycznia 2011
Pomysł całkiem niezły...
Ponieważ i tak przeprowadzamy się na "nowe", zabieramy konie i cały pozostały dobytek, zrodził się w naszych głowach plan muszę powiedzieć całkiem niezły :-) Ponieważ, jak to mówią, aby "nie zapeszać", o zamierzeniach naszych dowiecie się w stosownym czasie. Tak mniej więcej za jakieś pół roku ;-) . Będzie już ciepło, przyjemnie... Doskonały czas na niespodzianki... Ech... Ile teraz pracy przed nami!
Nowe konie, które mam w treningu, robią postępy jak mało które. Z tego powodu jestem zadowolona bardziej niż zwykle. Kucyk wreszcie się rozluźnił, sylwetka jego powoli też się zmienia podobnie jak u małego quartera. Z tygodnia na tydzień jest tych koni jakby powiedzieć "więcej". Wpływ treningu i zmienionej diety zaczyna być już trochę zauważalny, choć do okrągłych "bułeczek" to im naprawdę daleko. Przyrostu masy nie ma na razie widocznego u sp. No ale on większy, starszy znacznie i tym podobne. Zobaczymy za jakiś czas. Jak nic się nie zmieni będziemy kombinować. Tymczasem dojeżdżam do nich trzy razy w tygodniu. W pozostałe dni zajmują się nimi ich właściciele.
Nasze zawadiaki broją jak dzieciaki. Może to już wiosna się zapowiada po cichu, a konie już to czują. Sierść wymieniają już wszystkie nasze urwisy. Na wybiegach błysk w oku, w pracy z ziemi też i jakaś taka wesołość... Podłoże mam u siebie nadal tragiczne, więc zanim się nie zmieni lub ostatecznie się nie wyprowadzimy to skazana jestem na pracę z nimi wolniejszą niż zwykle. Oby do wiosny jak to mówią :-)
wtorek, 18 stycznia 2011
Nowe...
Mało piszę ostatnio bo i czasu mniej... Tak to jest, że jakoś doba nie chce podwoić ilości swoich godzin, a dni "przelatują" jakoś tak szybko... Czasu tym bardziej mniej, bo do moich obowiązków doszło trenowanie kilka razy w tygodniu dodatkowych trzech koni. Nie stoją one w naszej stajni więc na treningi muszę dojeżdżać około 60 km. Same zwierzaki pocieszne i pojętne. Właściciele też sympatyczni toteż pracuje mi się z nimi dobrze. Pod moje skrzydła trafił więc młody wałaszek aqh (zdolny, pojętny choć uparty czasami), wałach wielkopolski (w dobrze dorosłym wieku już koń i z wieloma przyzwyczajeniami ale za to zdolny) oraz młody kuc (z tym będzie więcej pracy bo nieco mało energiczny, niewygimnastykowany i ma parę przyzwyczajeń pomimo młodego wieku, które wpoił sobie po rekreacyjnych jazdach). Dwa pierwsze konie przygotowywane są do dyscyplin western, kuc klasycznie. Ze wszystkimi końmi rozpoczęłam pracę od gimnastyki i nauki reakcji lub ich poprawienia na podstawowe sygnały. Prawdę mówiąc przez pierwsze tygodnie będziemy się na tym skupiać. Konie nie mają jeszcze wytrenowanych mięśni więc na bardzo trudne i wymagające odpowiedniej kondycji oraz przygotowania elementy musimy poczekać. Aktualnie jesteśmy już po kilku treningach i wszystkie konie wyraźnie progresują. Każdy z nich nauczył się już nowych ćwiczeń i z treningu na trening wykonuje je coraz lepiej i pewniej. To bardzo budujące muszę powiedzieć :-) Przyjemnie jest widzieć efekty pracy i starania konia do wykonywania poleceń jeźdźca, Oby tak dalej,a kto wie... Może niedługo zobaczycie je na zawodach pod swoimi właścicielami?
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Nowe w Nowym Roku :-)
No i mamy 2011 rok :-) Jak przystało na Nowy Rok mamy też i nowości... Rudemu "przełożyłam" sygnał do "klapy" na nowy. To kolejny krok aby element ten był w przyszłości wykonywany na subtelne pomoce. Siwy w końcu zdobył się na większe zaufanie do "leżenia" i wykonuje w końcu tak zwane "kładzenie" jak należy. Przedtem kładł się bez problemu. Podnosił się jednak w parę chwil po położeniu się tak, jakby nie czuł się zbyt pewnie i bezpiecznie w tej pozycji. Teraz jego brak pewności odszedł w siną dal :-) . Ponieważ zawsze przykładałam wielką wagę do tego aby wszystkie elementy tresury konie wykonywały lekko i z przyjemnością, nigdy nie używałam rozwiązań siłowych czy dziwnych tricków. Wcześniej czy później konie zawsze rozumiały o co mi chodzi i spokojnie wykonywały ćwiczenia, o które je prosiłam. To bardzo inteligentne zwierzęta (zwłaszcza araby). Nie musiałam się więc nigdy uciekać do znanych (choćby z różnych publikacji np. internetowych) sposobów na naukę elementów tresury. Na tym polu więc czuję ogromną satysfakcję w pracy z moimi podopiecznymi. Nie ma bowiem nic bardziej łapiącego za serce, niż świadomość, że koń ufa, chce z tobą współpracować i wyzbywa się swoich lęków.
Kolejną niespodzianką są nowe konie w treningu. Wczoraj było pierwsze spotkanie. Umówiłam się z właścicielem na kilka treningów tygodniowo. Konie szkolone będą w stylu western. Czas pokaże do jakiej konkurencji będą wykazywać predyspozycje. Choć już po głowie chodzi mi jedna z bogatej gamy tego stylu to nie będę wyprzedać możliwości i stopnia wyszkolenia konia ;-) Dowiecie się w swoim czasie...
Ledwo rozpoczął się styczeń, a już w kalendarzu zanotowałam parę ważnych dat. Szykuje się kilka startów w zawodach, wyjazd na otrzymane zaproszenie do Danii (będę tam w roli fotografa :-) ) oraz wyjazd do Hiszpanii, które jest odpowiedzią na zaproszenie do wzięcia udziału w małym pokaziku. Oczywiście mam tam zamiar też troszkę potrenować pod okiem któregoś z instruktorów iberyjskiego stylu jazdy. Dodatkowo muszę przygotować się na lipiec z jakimś miłym dla oka programem pokazu. Jeden z organizatorów zawodów w skokach poprosił mnie o jakiś sympatyczny przerywnik dla publiczności. No i mam teraz "zagwozdkę" bo pomysłów jest cała masa i zdecydować się nie mogę. A do lipca tylko połowa roku ;-)
środa, 29 grudnia 2010
Czas leci...
Leci, i to szybciej niż się może wydawać. Ostatni mój wpis umieściłam trzy tygodnie temu :-(
No... Ale też do pisania weny nie miałam i czasu mało...
Konie robią małe postępy. Małe bo podłoże jest więcej niż tragiczne. Dzisiaj obserwuję wirujące płatki śniegu skrywając nadzieję, że napada go na tyle dużo, że zrobi się miękko i przyjemnie dla końskich kopyt.
Święta upłynęły spokojnie i w miłej atmosferze. Choinkę ubierałam z pięć godzin przynajmniej. Efekt jest zadowalający :-) W retro stylu, ubrana w bombki formówki i latarenki, łańcuchy zrobione własnoręcznie z perełek i szklanych koralików.... błyszczy aż przyjemnie patrzeć.
Już niedługo Nowy Rok! Życzę więc Wam wszystkiego co najlepsze, radosne i szczęśliwe. Oczywiście zdrowia i pomyślności materialnej. Dla koniarzy wielkiej pociechy z ich podopiecznych i sukcesów na polu sportowym i hodowlanym.
DO SIEGO ROKU!
wtorek, 7 grudnia 2010
Prezenterkowe szaleństwo...
Święta się zbliżają i chyba ma to także wpływ na koniarzy. Objawy? Muszę zrobić sześć prezenterek dla arabków. Właśnie dłubię koralikową, muszę zrobić jeszcze dwie z włóczki, takie tradycyjne i z taśmy razem z napierśnikami. Może w przyszłym roku powinnam naprodukować takich ze sto w różnych typach, kolorach i rozmiarach. Miałabym spokój ;-)
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Mikołaj nie przyszedł...
No i w końcu sobie chyba nachlapałam. Mikołaja ani widu ani słychu. Chyba bardzo nabroiłam w tym roku bo nawet rózgi nie dostałam. ;-)
Konie dzisiaj rozleniwione i senne. Ja zresztą też. Chyba gwałtowne ocieplenie przyniosło jakąś zmianę w ciśnieniu. Na szczęście śnieg u nas nie stopniał, a tego obawiałam się najbardziej. Na sobotę możliwe, że będę miała najazd gości. Muszę przygotować aparat i konie. Szykuje się sesja foto ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





